|
|
GRZEGORZ ROSIŃSKI: MOŻEMY
BYĆ DUMNI Z TEGO, KIM JESTEŚMY
Choć mieszka w Szwajcarii, jest stałym bywalcem
Międzynarodowego Festiwali Komiksu w Łodzi. Mimo, że trochę zdążyliśmy
już "przywyknąć" do jego obecności, nie umniejsza to w
żaden sposób dorobkowi i osiągnięciom, jakie stały się jego udziałem.
Będący niewątpliwie jedną z wielkich gwiazd komiksu europejskiego,
jest współtwórcą jednej z najbardziej kasowych serii komiksowych
w historii (Thorgal) oraz wielu innych produkcji cieszących się
wysokim uznaniem czytelników i krytyki. I, co ważniejsze, stale
ma wiele do powiedzenia.
- Jestem zwolennikiem popularyzowania komiksu również na gruncie
literatury. Ot, taka "walka z wiatrakami"
- Tak
To bardzo trudne zadanie. Faktycznie,
walka z wiatrakami, ale to smutne w gruncie rzeczy
- Wojciech Siudmak twierdzi, że aby to zmienić trzeba wychodzić
poza getto. Tam gdzie pracuje on na co dzień, czyli we Francji,
rynek przyjmuje inaczej jego twórczość, ale w Polsce pozostaje praktycznie
w niebycie. Czy i jak popularyzować sztukę, nomen omen, popularną?
- Kiedy Siudmak zdobywał popularność tam,
tutaj takiej sztuki nie było. Ale teraz już jest, nawet bardziej
tutaj na Wschodzie, niż na Zachodzie. Obaj jesteśmy w pewnym wieku
i patrzymy na świat w sposób podobny, choć odmienny od współczesnego
i nie sądzę, aby to się miało zmienić. Po prostu trudno nam zaakceptować
pewne zmiany. Wiem to po sobie. Przyjeżdżam tu i wchodzę do księgarni
i
tam nie mam takiego wyboru jak tutaj! Być może dlatego, że tam,
gdzie mieszkam, wszytko się zamawia. Otrzymuję katalog, proszę bardzo,
proszę sobie wybrać i po sprawie. Tu jeszcze nie ma takiego systemu
sprzedaży, ale zadziwia mnie bogactwo magazyny, książki
Przecież,
gdy wyjechałem, zachowałem w pamięci konkretny obraz w księgarni
wisiał napis naskrobany na tekturze: książek dla dzieci brak.
I teraz obaj, kiedy wracamy do Polski, podświadomie szukamy tu tego,
cośmy zostawili.
- Mamy w Polsce dobrze już rozwinięty rynek literatury popularnej,
natomiast komiks do powszechnej świadomości się nie przebija. Czy
to jest tylko nasz problem? Polski?
- Absolutnie, nie. Polska wydaje mi się krajem.
znakomicie wypadającym na tle innych i nie mówię tu nawet o krajach
wschodnich ale o zachodnich. Przecież w Skandynawii czy w Niemczech,
a nawet w Hiszpanii sytuacja komiksu jest o wiele gorsza. Oni nawet
nie mieli swojego Żbika czy Tytusa. W Hiszpanii za Franco, komiks
był tępiony i zabroniony. Zresztą, nie lubiły go żadne totalitaryzmy,
a w ogóle jest on związany jest bardzo mocno z lewicą. Dlaczego
rozwinął się tak mocno we Francji? Dlatego, że była ona i cały czas
pozostaje kolebką lewicy socjalistów, komunistów
Oni komunizm
mają chyba we krwi. Ich rewolucja francuska była krwawsza niż wszystkie
inne. A i teraz bez przerwy strajkują, ciągle się buntują, ciągle
jakieś zadymy. Nikt nie pracuje, tylko ciągle się domaga. No i
dlatego komiks związał się z Francja, lewicą, kontestacją wszystkiego.
Jest bardzo niebezpieczny dla wszelkiego rodzaju dyktatur i żadna
cenzura nie da sobie z tym rady. Dlatego najlepiej zlikwidować cały
gatunek A wracając do obecnej sytuacji w Polsce, kiedy wchodzę do
księgarni, uważam, że w porównaniu z innymi krajami jest wręcz luksusowa.
- Miło to słyszeć, bowiem utarło się sądzić inaczej
- Nie mamy żadnego powodu, żeby się czegokolwiek
wstydzić. Ponadto rynek na Zachodzie to jest dramat. Wśród komiksów
i mediów występuje wyraźna nadprodukcja i wydaje się masę chłamu.
- To znaczy, że w Polsce sytuacja jest lepsza. A to, że komiksy
ukazują się w bardzo niskich nakładach, za to w ekskluzywnych wydaniach,
w twardych oprawach, możemy uważać za sytuacje komfortową?
- Tak, myślę, że to jest lepsze. W Polsce,
mamy z jednej strony rynek wygłodniały przez pół wieku, a z drugiej
wydaje się rzeczy najlepsze z rynków światowych. Francuzi bazują
głównie na swojej produkcji. Takie nazwiska na Dave McKean czy Frank
Miller, są tam publikowane w małych nakładach i mało kto to kupuje.
To nie tak, jak tutaj, że ludzie zachwycają się nimi, kupują. Tam
robi się rzeczy o życiu, do czytania dla ludzi, po prostu i na
tym wydawnictwa robią wielkie interesy. No, a autorowi oczywiście
tez coś z tego skapnie.
- Czy można zatem stwierdzić, że francuski komiks zmierza w takim
kierunku jak manga? Że dla ludzi oznacza próbę ogarnięcia, objęcia
normalnego codziennego życia?
- Mój edytor Skargi Utraconych Ziem i Zemsty
Hrabiego Skarbka (Dargaud Benelux) stał się nagle największym wydawcą
mangi i na niej robi straszne pieniądze. Ciągle siedzi w Japonii,
już oczy skośne mu się trochę porobiły i robi niesłychany biznes.
Ale to nie jest dobre
To łatwe, owszem, ale to zarazem skandal
wydawcy nie chce przełożyć się tych komiksów na nasz system czytania
od lewej do prawej i z góry do dołu. I jeszcze uważają to za swój
sukces, a na okładce znajduje się adnotacja, ze jest to oryginalny
sposób czytania. Przecież nie jesteśmy Japończykami!
Dzieciak bierze potem normalną książkę i zaczyna czytać jak mangę.
i nic tego nie rozumie No i jak zmusić go do czytania, skoro on
tak się nauczył, bo pierwszym, co wziął do ręki była manga? Ja uważam
to zbrodnię na kulturze. Wiem, że mówię jak jakiś papcio, nie-chmiel,
ale kultura i edukacja młodzieży jest dla mnie bardzo ważna. Żeby
postępowała w sposób naturalny i żebyśmy byli dumni z własnej kultury,
europejskiej, a nie przejmowali ją od Japończyków.
Kiedy w szkole w Szwajcarii dzieci przynosiły mi do oceny jakieś
takie mangowe rysunki, to pędziłem je. Nie potrafiłem inaczej! A
oni na mandze się wzorują jak mangę rysować. To, moim zdaniem,
dramat, ale to moje zdanie i pewnie można je odwrócić. Ktoś, kto
pracuje po drugiej stronie też będzie miał wtedy rację.
To, że w Polsce ukazują się pozycje dobrane jest naprawdę dużo lepsze
od sytuacji, w której trudno rozeznać się co jest dobre i wartościowe.
Ja był przestrzegał tu przed jakimikolwiek kompleksami z tego powodu.
To trochę wciąż tak, że tutaj ludziom wydaje się, iż na Zachodzie
jest lepiej. Nieprawda! Tu jest lepiej, a ludzie wracają. Mój syn
wrócił tu z Paryża. Nie mamy czego się wstydzić. Przeciwnie, możemy
być dumni z tego, kim jesteśmy!
- Tylko, że to trzeba wiedzieć. Pan ma w tym względzie bogate doświadczanie,
a my patrzymy na rynek komiksu przez pryzmat rynku francuskiego
- Ale tam już nie ma powietrza! W tym roku
po francusku, wszystkich tytułów, z mangą włącznie, ukaże się 4,5
tys.! W zeszłym roku było to jeszcze tylko 3,5 tys. Przez rok
o tysiąc więcej! Kiedyś tysiąc tytułów rocznie, to było ogromnie
dużo. No, ale teraz wydawca publikuje książkę przy minimalnym nakładzie,
który pozwoli mu odzyskać koszty i zarobić przy jak najmniejszym
ryzyku. Powoduje to niesłychaną lawinę nowych tytułów. Taka sytuacja
nie może się utrzymać Wszyscy zdają sobie z tego sprawę wydawcy,
księgarze, ale to mechanizm, który sam się już nakręca i kiedyś
musi się zawalić. W efekcie zostaną tylko autorzy pewni. Ja mam
to szczęście, że nie muszę mieć w tym względzie żadnych obaw.
Wydawcy już nie chcą, nie szukają młodych talentów. Autorzy sami
do nich przychodzą, a ci wybierają pośród tych, którzy cieszą się,
że mają jakąkolwiek pracę. Nie wiadomo jak byłbyś genialny, nie
przebijesz się. Młodzi autorzy przychodząc do wydawcy godzą się,
by płacono im od planszy, zaś kiedy czytelnik polubi bohatera i
nakład podskoczy, pieniądze te traktowane są jako zaliczka i potrącane
z praw autorskich. Osobiście uważam to za niemoralne, aby autor
nie otrzymywał żadanego dodatkowego wynagrodzenia za to że zrobił
dobrą rzecz. Wydawca znów chce odzyskać pieniądze, jakie zainwestował
i to tak się kręci. W sumie wydawca ryzykuje niedużo, nie prowadzi
promocji nowych tytułów, bo nawet nie bardzo ma możliwość znaleźć
miejsce wśród tych wszystkich reklamówek czy biuletynów. Wiadomo,
że tak potraktowana książka nie ma szans się wybić.
- Przechodząc jednak do Pan twórczości. Jakiś czas temu zmienił
Pan technikę rysunku odchodząc w kierunku malarstwa. Czy tego rodzaju
praca jest w jakiś sposób trudniejsza?
- Przeciwnie! Jest łatwiejsza! Powiedzmy,
że mam narysować kota, Mam na rysunku dziurę i nie ma w niej nic.
Zatem, aby tego kota tam umieścić, najpierw musze go sobie wyobrazić.
A tak? Biorę duży pędzel, robię plamę kleks, odciągam parę kresek
i mam kota. Chodzi o to, że przy malowaniu mamy bardziej do czynienia
z przypadkiem. Oczywiście, jest to przypadek kontrolowany. Tak mażę
sobie, ale też komponuje. Obraz musi być czytelny bez żadnej wątpliwości,
co konkretna plama oznacza. Malarstwo jest łatwiejsze i bardziej
naturalne ponieważ można włożyć paluchy w samo sedno w materię.
Człowiek otacza się materią, a nie jak na rysunkach, jakimiś drucikami
obwodzi coś, czego nie ma. No i w ten sposób powracam też do źródeł
do malarstwa, na które nigdy nie miałem czasu, do ilustracji
Czyli
do tego wszystkiego, co jest wprost związane z książką. Dla mnie
pożywką zawsze była literatura. To, że można bazować na pomyśle
innych pisarzy, jest rzeczą wspaniałą. Bo skąd bierzemy pomysły?
Od innych! Zrzynamy, po prostu!
Podobnie jest ze scenariuszem. Ktoś mi pisze stół, to rysuję stół.
Sam bym na to nie wpadł.
To kwestia uwarunkowań nie braku wyobraźni, ale decyzji: co ja
mam narysować? Ktoś musi mi podpowiedzieć, co mam zrobić? Zawsze
kierowałem się sugestiami i opiniami innych. Ciągle też musiałem
być kierowany, dlatego zawsze moja żona decydowała o wszystkim
I dlatego to fantastyczna rzecz, kiedy w książce czy w komiksie
masz scenarzystę. Czasami pytają mnie, kiedy napiszę swoją własną
historię? Wtedy mówię: Nigdy!. Nie mam zamiaru i nikt mnie do
tego nie zmusi. Po co mam się męczy i coś wymyślać, kiedy inni to
lubią?
- Co dalej będzie z Thoraglem? Po rezygnacji z tworzenia serii
przez Jeana VanHammea i przejęciu jej przez Yvesa Sentea, zdała
się ona zawisnąć w martwym punkcie
- Będę go dalej ciągnął, ale na pewno o wiele
wolniej. Kolejny tom za chwilę wejdzie na rynek, bo obecnie jest
w druku razem, wersja polska i francuska. (w Polsce tom 32. Tarcza
Thora ukazał się w połowie grudnia red.). Było już tak, że wersja
polska trafiła do sprzedaży szybciej niż francuska. Dzieje się tak,
gdyż najpierw powstaje nakład, ale moment wrzucenia go na rynek,
to kwestia strategii wydawcy czy może pod choinkę, albo w jakimś
innym okresie?
- Co oznacza owe wolniejsze tempo w odniesieniu do kolejnych
części?
- Mam dosyć ciągłego nacisku i pośpiechu.
Mam za sobą koszmarny rok, po którym znienawidziłem Thorgala. Nie
mogę na niego patrzeć! Byłem poddany ogromnej presji wydawcy, że
mam kontrakt, że musze się wywiązać
Miewałem wręcz koszmary po
nocach! Całe życie najważniejsze było dla mnie wywiązywanie się
ze zobowiązań. Gdy podpisywałem kontrakty, nie zdarzało mi się nigdy,
żebym oddał komiks chociaż dzień po terminie. No, zdarzyło się raz,
kiedy ze względu na poważne rodzinne kłopoty oddałem całość później,
nawet o dwa miesiące. Zawsze jednak staram się oddać pracę na dzień
przed czasem. Nawet wówczas, kiedy jeszcze robiłem ilustracje do
książek w Polsce, zawsze starałem się być terminowy. Czy to było
ładne, czy nieładne, dobrze, czy niedobre. To było nieważne, to
trzeciorzędna sprawa, dlatego że tym, co jest najważniejsze, jest
właśnie punktualność. No i dlatego wolniej
Po raz pierwszy w życiu
muszę w końcu zrobić coś, z czego będę zadowolony. Chcę nie musieć
się znowu tłumaczyć, że to w pospiechu, bo wszystko co do tej pory
robiłem powstawało pod presją czasu. Ja miałem świadomość, ze to
można było zrobić lepiej, coś poprawić, cos zmienić, jakoś inaczej.
Wiedziałem, że powinienem zmienić jakiś rysunek, ale nigdy nie było
na to czasu, ponieważ terminy gonią, telefony się urywają: Olaboga,
co to będzie jak nie zrobisz tego na czas?. No, zupełna tragedia!
Dlatego teraz chcemy rozwinąć projekt pod nazwą Świat Thorgala,
w którym akcja będzie rozgrywać się wielotorowo. Oczywiście nie
ja byłbym już rysownikiem. Mam nadzieję, że wydawcy uda się go uruchomić,
bo w tej chwili prace są już dość zaawansowane. Szukam kontaktów
z rysownikami, bardzo znakomitymi zresztą. Podobnie jest ze scenarzystami.
Chcielibyśmy, aby konkretni ludzie prowadzili poszczególne postaci,
np. aby Kriss de Valnor zaczęła żyć swoim życiem i miała swoje przygody;
Jolan, mała Louve, która ma kontakt ze zwierzątkami to może być
seria dla młodszego odbiorcy
Można zaczepić się też o motywy science-fiction,
powracając do źródeł całej sagi.
Póki co, jest seria dotąd 31 albumów, a zasadą funkcjonowania
serii jest regularność. Ludzie je kolekcjonują i jeśli po roku nie
zdarzy się nowy album lokomotywa, która pociągnie te trzydzieści
wagonów, seria umiera. W to miejsce wchodzą inni, a podaż na rynku
jest tak ogromna, ze jeśli ktoś wycofa się, np. przestanie rysować,
bo mu się nie chce., to upływające lata można uznać za stracone.
Późniejsze ponowne uruchomieni takiej serii jest trudne, bo ona
w bardzo szybkim tempie zaczyna znikać ze świadomości. Ludzie zapominają,
a wydawcy nie mogą sobie na to pozwolić. I dlatego przez trzydzieści
lat w zeszłym roku mieliśmy 30-lecie zrobiłem trzydzieści albumów
Thorgala. To konieczne, aby nadać nowy pęd, przyciągnąć nowych czytelników
To właśnie dzięki regularności seria nadal się rozwija, a każda
kolejna część ma nakład większy niż poprzednia. Oczywiście, to nie
wszystko, co narysowałem w tym czasie i dlatego pojawiają się czasami
drobne wahnięcia, ale nigdy raptowne. Zdarzyło mi się chyba ze dwa
razy, że nie zrobiłem albumu, bo tworzyłem inne historie zamknięte
i w tym czasie Thorgal nie wyszedł. I nastąpiło wahnięcie. Za każdym
razem następowało. To był sprawdzian i widziałem po notowaniach,
że zainteresowanie spada. Może nie tak gwałtownie, ale wyraźnie.
Przez dwa lata zabrakło lokomotywy i wagony już zaczęły rdzewieć
na bocznicy. Dlatego, kiedy różni ludzie pytają mnie, co jest powodem
sukcesu Thorgala, to odpowiadam, że jest to, niestety, regularność.
Nie można pozwolić sobie na to, aby być chorym, aby się nie chciało,
żeby mieć dłuższe wakacje, zmiany
Moebius, który wyjechał do Ameryki
i tam próbował przebić się z Blueberrym, poniósł porażkę. Wrócił
więc i próbował odnaleźć się tu, z powrotem i miał z tym duże problemy.
- Czy projekt Świat Thorgala będzie rozwijany pod Pana nadzorem?
- Oczywiście. Powiedziałem to wyraźnie, że
jeśli tego nie rozkręca, dopóki ja żyję i nie będę mieć nad tym
kontroli, to w pewnym momencie powiem: Nie! Nic już nie będzie.
Zabraniam!. Nikt nie będzie tykał się tego, jeśli nie będę mógł
być przy uruchomieniu. Podobnie Van Hamme, gdy chodzi o scenariusz.
Mimo, ze teraz pisze go Yves Sente, to jednak jest on ciągle konsultowany
z Van Hammem. Chodzi o zachowanie tego, co w Thorgalu jest kluczowe,
aby nie zdradzić pewnych wartości, np. moralnych. Przepraszam za
ten patetyczny ton, ale wartości są tu ważne. Sukces całej serii
polegał na tym, ze zwróciliśmy się do normalnego odbiorcy, a nie
do koneserów, smakoszy, artystów, kolegów. Nie, to w ogóle nas nie
obchodziło! W serii trzeba zwracać się do normalnych ludzi, którzy
nie znają się na sztuce. I to są odbiorcy, których najbardziej szanuję,
bo kolega może mi coś powiedzieć, ja mogę się z nim pokłócić, a
ze zwykłym odbiorcą, nie! Ja muszę mu przedstawić coś, co według
mnie jest robione jak najlepiej, w jak najlepszej wierze, najbardziej
czytelne i przekazujące treści niepodważalne. Dlatego Thorgal stał
się jedyną chyba realistyczną serią rodzinną. Czytają ją rodzice
i dzieci, i to jest fantastyczne! Trzeba to za wszelką cenę zachować;
trzeba bronić wartości stanowiących o sukcesie serii. No, ale cóż?
Nie wiem, czy wydawcy się wyrobią. Ogromna presja nowych autorów,
tytułów, to jest dramat. Kiedyś bywało inaczej, kiedy albumów na
rynku było mniej. Przecież całkiem spore grono autorów, znane nazwiska,
moi koledzy, gwiazdy na tamtym rynku, klepią biedę. Podobnie dzieje
się z autorami starszymi, np. gdy styl, w którym rysują staje się
niemodny. Też popadają w sytuacje niekiedy dramatyczne.
- A jak wygląda kwestia innych Pana komiksów? Przychodzi Rosiński
do wydawcy i mówi: Chciałbym wydać coś pozathorgaolwego?
- Nie, nie
To nie ja przychodzę do wydawcy,
ale to on fatyguje się do mnie. Jestem niejako przywiązany do serii.
Musze pilnować regularności, tego aby co roku ukazywał się przynajmniej
jeden nowy album, aby pociągnął poprzednie. Natomiast pojedyncze
albumy mają marne szanse na rynkowy sukces. Zwykle nie są to pozycje
wysokonakładowe. No, chyba że autorami są wielkie gwiazdy. Ale nawet
wówczas nie jest to takie proste. Dlatego najlepiej trzymać się
serii. Najwięcej ukazuje się komiksów z numerem jeden, albo jeden
i dwa, bo potem następuje zniechęcenie. Autor, albo wydawca, macha
ręką, gdyż seria rządzi się swoim prawem i zwykle nie od razu staje
się przebojem. Są oczywiście wyjątki, kiedy robi się dużo szumu
i to jakoś idzie do przodu. Stoi za tym jednak wówczas ogromny nakład
finansowy i wysiłek ze strony wydawcy. Zazwyczaj seria zaczyna opłacać
się po którymś albumie z rzędu piątym, szóstym. Thorgal zaczął
być znany po albumie piątym, ostatnim który robiłem w Polsce. Ale
on uzyskał rozgłos, ponieważ otrzymał nagrodę Saint-Michel. Natomiast
jakieś interesujące pieniądze cykl zaczął przynosić wydawcy od tomu
ósmego. Ja też żyłem na początku z tego, ile zapłacono mi za oddane
plansze. Żona liczyła ile to będzie na miesiąc, ile muszę tych plansz
wykonać. To była dość ciężka praca
Notował: Tomasz Nowak
Zdjęcie: Tomasz Nowak
|