powrót do aktualności



 

KOMIKSY TRZEBA UMIEĆ RYSOWAĆ - ROZMOWA Z MARVANO

Z Marvano, twórcą komiksowej adaptacji Wiecznej wojny i Wiecznego pokoju - książek Joe Haldemana oraz autorskich serii Dallas Barr i Berlin, o najnowszych publikacjach, komiksach historycznych i prawach rynku, rozmawia Tomasz Nowak.

Tomasz Nowak: Ukazał się w Polsce twój komiks Berlin - historia osnuta wokół wydarzeń II wojny światowej, a następnie Zimnej Wojny. Wiem, że dla ludzi Zachodu Berlin i jego mur mają w tym kontekście znaczenie symboliczne. Czy dlatego właśnie osadziłeś akcję w tym mieście?

Marvano: Po prawdzie Berlin był przez lata miastem kluczowym dla Zimnej Wojny. Ta nazwa powracał cały czas w różnych kontekstach. Żadne inne miasto nie ma dla tego konfliktu tak symbolicznego znaczenia jak właśnie Berlin. Oczywiście, było to po części wynikiem jego geograficznego usytuowania - kapitalistyczna wyspa pośród komunistycznego oceanu. No i ten odgradzający ją mur. Z mojego punktu widzenia Berlin stanowił kwintesencję ówczesnej podzielonej Europy.

TN: Czytanie o własnej historii widzianej oczami kogoś z zewnątrz jest zawsze fascynujące. Co jednak pchnęło cię - autora znanego dotąd głównie z opowieści science-fiction - do podjęcia trudnego tematu dziejów Europy Środkowej?

M: Historia XIX i XX w. fascynowała mnie od zawsze. To ona ukształtowała świat, w którym przyszło nam żyć, chociaż wielu ludzi zdaje się nie zdawać z tego zupełnie sprawy. Dla przykładu - bez niemieckiego obozu w Auschwitz, Bliski Wschód wyglądałby dziś zupełnie inaczej. Ponad dziewięćdziesiąt procent problemów, z jakimi boryka się współczesny świat, ma swa źródła w obu wojnach światowych i w Zimnej Wojnie.

TN: Dla mnie Berlin to arcydzieło. W parze idą tutaj wspaniałe rysunki i wciągająca opowieść. Czasem jednak trudno uchwycić jasną granicę pomiędzy historycznym komiksem dokumentalnym i fabularnym. Pokusiłbyś się o to?

M: Moim zdaniem komiksy historyczne to wielka wartość sama w sobie, ale zdaję sobie sprawę, że cieszą się one mniejszą popularnością. Komiks, jako gatunek, ma dość infantylne pochodzenie, dlatego musi wciąż na nowo redefiniować swój zasięg i ograniczenia. Do tego dochodzi jeszcze inna smutna sprawa - komiksy historyczne często służą bardziej propagandzie, aniżeli prawdziwemu przekazywaniu faktów.

TN: Niektórzy mówią nawet, że tworzenie komiksów historycznych jest bez sensu, gdyż nie ma w nich miejsca na wyobraźnię; że to tylko odtwarzanie faktów i wydarzeń. Twój Berlin dowodzi czegoś wręcz przeciwnego…

M: Bezsensem jest mówienie o bezsensowności istnienia komiksu historycznego. W Wielkiej Brytanii przeprowadzono niedawno wśród nastolatków badanie ich wiedzy o historii najnowszej. Spora cześć z nich orzekła, że Adolf Hitler był trenerem niemieckiej reprezentacji piłkarskiej, Auschwitz to park tematyczny dotyczący II wojny światowej na terenie Niemiec, a holocaust to powszechne, ogólnoświatowe święto zorganizowane z okazji zakończenia wojny. Póki podobne badania będą przynosić równie szokujące wyniki, póty komiksy historyczne będą stanowić wartość przeogromną.

TN: To może teraz z nieco innej beczki… Jesteś w Polsce już trzeci raz. Czy to oznaczy, że podoba ci się tutaj?

Marvano: Jestem zachwycony! Uwielbiam Polskę, ale przede wszystkim tutejszy świat komiksu. Jest w nim entuzjazm, który w Belgii czy Francji wypalił się już dawno. Tam ludzie są komiksem znudzeni, tutaj to wciąż jakby cud nieustannie odkrywany na nowo. To "odkrywanie" komiksu wytwarza wspaniałą atmosferę.

TN: Atmosfera to jedno, a komiksy - drugie. Przyglądałeś się polskim wydawnictwom? A może nawet próbowałeś "czytać"?

M: Z czytaniem gorzej, Mój polski nie jest najlepszy (śmiech), ale to, co zostało przetłumaczone, owszem. Znam tez prace polaków pracujących we Francji i dla francuskich wydawców. Niedawno odkryłem komiks Achtung Zelig! Gawronkiewicza i Rosenberga opublikowany przez Castermana. To, co odróżnia twórców z Polski od Francuzów, szczególnie starszego pokolenia, takich jak Rosiński czy Kasprzak, to klasa - fakt, że są oni artystami. Ich mistrzostwo widać w każdym elemencie - od ołówka po pędzel. W oczy rzucają się znakomite umiejętności, świetne wyszkolenie, zaplecze teoretyczne. Tworzą znakomite formy graficzne. We Francji i Belgii poziom przygotowania twórców wygląda zupełnie inaczej.

TN: Za to więcej jest komiksów, bardziej zróżnicowanych, tak artystycznie, jak i edytorsko. Jak oceniasz wydania takie jak seria XX wiek/wiek XXI, w której ukazał się twój Berlin?

M: Wspaniale, Uwielbiam je!

TN: Mimo tego, że to edycja znacznie różniąca się od oryginałów frankojęzycznych, chociażby formatem?

M: To nie tak. Również wydawcy frankojęzyczni zaczęli publikować podobnie. W postaci tzw. integrali ukazują się zbiory albumów o pomniejszonych rozmiarach. Myślę, że to ciekawy kierunek, bo taki tom łatwiej trzyma się w ręku, wygodniej czyta. Jedyny problem tkwi w tym, że pierwotnie te rysunki nie były przeznaczone do tak małego druku. Kiedy w podobnym formacie ukazał się we Francji Dallas Barr, niektóre plansze po zmniejszeniu okazały się zbyt ciemne, a ich kolor zbyt intensywny.

TN: To faktycznie problem, zwłaszcza przy twoich rysunkach, które są bardzo czyste, tradycyjne. Dlaczego wolisz taki styl? Nie lubisz eksperymentów?

M: Moim zdaniem komiks powinno czytać się łatwo. Rysunki powinny być przejrzyste, niezbyt skomplikowane. Komiks nie powinien stanowić dla czytelnika wyzwania. Autor ma wziąć go pod rękę i przeprowadzić przez lekturę. Odbiorcy nie powinny rozpraszać nadmierne szczegóły.

TN: Co w takim razie sądzisz o komiksie współczesnym? Panujących e nim trendach - dekonstrukcji, postmodernizmie?

M: Aby być zupełnie szczerym, musze powiedzieć, że moje komiksy są w pewien sposób staroświeckie, bo chcę pokazać, że umiem rysować. Chcę nimi manifestować moje motto - żeby tworzyć komiksy, najpierw trzeba nauczyć się rysować. Patrząc analogicznie - nie zostaniesz pisarzem, jeśli nie umiesz pisać. Nie zostaniesz pisarzem, tylko dlatego, że to ot, taka sobie lekka robótka. Przy tworzeniu powieści nie ma o tym mowy. W przypadku komiksu zaś, ludzie mówią: "O, to jest komiks eksperymentalny!". A to żaden eksperyment tylko po prostu komiks kiepski, marny. Takie jest moje zdanie w tej kwestii.

TN: Skoro polscy autorzy są tak dobrze przygotowani. Co poleciłbyś tym, którzy chcieliby zrobić karierę w Belgii lub we Francji?

M: Gdybym potrafił udzielić jakiekolwiek wartościowej odpowiedzi na to pytanie, płacono by mi masę pieniędzy. Gdyby w ogóle istniała jakaś dobra rada, każdy by z niej korzystał. Nie mam pojęcia!

TN: To często nie kwestia "złotej" porady, ale jakiekolwiek. Czasem wręcz tylko zachęty…

M: To, co powiem nie będzie zatem radą. W USA dziewięćdziesiąt trzy procent publikowanych książek, to utwory pisarzy amerykańskich. Dla reszty świata pozostaje siedem procent. Podobnie jest z komiksem belgijskim. Po co szukać za granicą twórców, których w kraju masz pod dostatkiem? Tak więc, jeśli chcesz zaistnieć na rynku frankojęzycznym, powinieneś zaproponować coś, co jeszcze na nim nie istnieje.

TN: Hm… To pytanie o poradę nie padło przypadkiem. W Polsce nie ma mechanizmów pozwalających twórcom komiksowym na systematyczny rozwój, np. od fanzinów, pasków w gazetach, przez magazyny, po samodzielne albumy.

M: Rozumiem to doskonale, bowiem rynek belgijski czy flamandzki są też zbyt małe, aby wchłonąć cały ich potencjał. Dlatego szukamy dla siebie miejsca na rynku frankojęzycznym, którego możliwości są jednak także w pewien sposób ograniczone. Mimo, że to największy komiksowy rynek w Europie, nie jest łatwo. Kiedy ja zaczynałem dwadzieścia lat temu,wiele rzeczy wyglądało inaczej. Widzę w polskim komiksie mnóstwo talentów, które mogą konkurować z Francuzami czy Belgami, ale jeśli chodzi o dawanie dobrych rad… Nie, nie zaryzykuję. Nie ma na to magicznego zaklęcia. Gdyby było, bylibyśmy wszyscy bogaci, a nie jesteśmy. To najlepszy dowód.

TN: A czym Marvano zamierza czarować nas w najbliższym czasie na niwie komiksu? Jakie nowe tytuły skrywa w zanadrzu? Może historyczne?…

M: Właśnie pracuję nad nową trylogią historyczną pod tytułem Grand Prix. Opowiada ona o wyścigach samochodowych w latach trzydziestych, kiedy to naziści sponsorowali występy zespołów Mercedesa i Auto Union. Pierwszy tom pt. Renaissance ukaże się w czerwcu 2010 r. w wydawnictwie Dargaud.

TN: Czekamy zatem z niecierpliwością. Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadzony podczas 20. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi.




Okładka i jedna plansza z najnowszego cyklu komiksów Marvano "Grand Prix", pierwszy tom nosi tytuł "Renaissance" (wyd. Dargaud), który rozgrywa się w Niemczech lat 30., kiedy to wielkie koncerny motoryzacyjne, biorące udział w wyścigach samochodowych, korzystały w pełni z poparcia hitlerowskich władz. Ilustracje - materiały promocyjne Dargaud