powrót do aktualności





 

1981: KOPALNIA WUJEK - POZNAJ PRAWDZIWĄ HISTORIĘ

Dzięki współpracy z "Dziennikiem Zachodnim" codziennie na tej stronie prezentujemy teksty dziennikarzy tej gazety wybrane specjalnie do albumu o pacyfikacji kopalni "Wujek".

Strzelał pluton specjalny
Od ponad 13 lat sąd nie może ustalić, kto jest winny śmierci górników kopalni "Wujek"

Stan wojenny sprowokował wybuch strajków okupacyjnych. Na Śląsku protestowały załogi w ponad 20 zakładach pracy. Decyzja o ich pacyfikacji była polityczna i zapadła na forum tzw. Dyrektoriatu, w skład którego wchodzili m. in.: gen. Wojciech Jaruzelski i gen. Czesław Kiszczak. Identyczną decyzję podjęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, a konkretyzacją tych postanowień był szyfrogram komendanta głównego milicji gen. Józefa Beima przesłany z Warszawy do Katowic, w którym m. in. polecono likwidowanie strajków "przy użyciu maksymalnych sił i środków".
Wypełniając to polecenie Wojewódzki Komitet Obrony, z wojewodą katowickim na czele, wyznaczał do odblokowania kolejne zakłady, a odpowiedzialnym za realizację zadań był komendant wojewódzki MO, nieżyjący już płk Jerzy Gruba.
14 grudnia 1981 roku wojsko i milicja zademonstrowało swoją siłę pod hutami "Katowice" i "Baildon". 15 grudnia ruszyły czołgi i wozy pancerne do kop. "Staszic" oraz do Jastrzębia i spacyfikowano kop: "Jastrzębie", "Borynia" oraz "Manifest Lipcowy", gdzie po raz pierwszy w stanie wojennym na Śląsku użyto broni palnej przeciwko strajkującym górnikom. Władza zbagatelizowała ten fakt i już następnego dnia, w kop. "Wujek", doszło do większej tragedii.
Od 14 grudnia rana strajkowało w "Wujku" 2-3 tys. górników. Pod bramy kopalni podjechało: 6 kompanii ZOMO (Zmotoryzowany Odwód Milicji Obywatelskiej), 4 kompanie ROMO (Rezerwowe Oddziały MO), 3 kompanie ORMO, (Ochotnicze Rezerwy MO), 2 kompanie Komendy Wojewódzkiej MO, pluton specjalny ZOMO, 7 armatek wodnych, 6 wojskowych kompanii piechoty zmotoryzowanej, 6 plutonów czołgów, wojskowa kompania rozpoznania.
Kto strzelał do górników? Na to pytanie od 1993 roku sąd próbuje bezskutecznie odpowiedzieć, choć od początku zdarzeń nikt nie wątpił w to, że strzelali właśnie członkowie plutonu specjalnego ZOMO wyposażani w broń maszynową PM-63, tzw. "Raki" - taka jest ostatnia konkluzja Sądu Apelacyjnego. Podczas procesów mówili o tym:
* prokurator Janusz B. który umorzył śledztwo w 1982 roku: "Śledztwo wykazało ponad wszelką wątpliwość, że strzelali członkowie plutonu specjalnego"
* płk Piotr Gębka komisarz wojskowy: "Od czego zginęli... od strzałów ZOMO"
* dowódca VI Kompanii ZOMO Edward N.: ""Nie było wątpliwości, że strzelali funkcjonariusze plutonu specjalnego"
* oficer dyżurny ZOMO: Stanisław W.: "Jednoznacznie mówiło się, że broni użył pluton specjalny"
* dowódca V Kompani ZOMO Kazimierz B.: "Pomiędzy sobą wiedzieliśmy, że ludzi tych postrzelili członkowie plutonu specjalnego".
Niektórzy zomowcy widzieli strzelających funkcjonariuszy specplutonu. Od początku jednak obawiano się tej prawdy, gdyż wiele faktów wskazuje na to, że celowo zacierano ślady.
Na ławie oskarżonych jest 17 byłych funkcjonariuszu plutonu specjalnego ZOMO i były wicekomendant wojewódzki MO w Katowicach.