powrót do aktualności



 

1981: KOPALNIA WUJEK - POZNAJ PRAWDZIWĄ HISTORIĘ

Dzięki współpracy z "Dziennikiem Zachodnim" codziennie na tej stronie prezentujemy teksty dziennikarzy tej gazety wybrane specjalnie do albumu o pacyfikacji kopalni "Wujek".

Dziewięciu z "Wujka":
Józef Czekalski - lat 48, rana postrzałowa klatki piersiowej,
pochowany w Katowicach
Krzysztof Giza - lat 23, rana postrzałowa szyi,
pochowany w Tarnogrodzie
Joachim Gnida - lat 28, rana postrzałowa głowy,
pochowany w Mikołowie
Ryszard Gzik - lat 35, rana postrzałowa głowy,
pochowany w Katowicach
Bogusław Kopczak - lat 28, rana postrzałowa jamy brzusznej,
pochowany w Katowicach
Andrzej Pełka - lat 19, rana postrzałowa głowy,
pochowany w Niedośpielinie
Jan Stawisiński - lat 21, rana postrzałowa głowy,
pochowany w Koszalinie
Zbigniew Wilk - lat 30, rana postrzałowa jamy brzusznej,
pochowany w Katowicach
Zenon Zając - lat 22, rana postrzałowa klatki piersiowej,
pochowany w Rostarzewie

Kim były ofiary...
Józef Czekalski przepracował pod ziemią 24 lata. Marząc o małym, własnym domku. Pozostawił żonę i dorastającą córkę. Mieszkał w bloku, z którego okna wychodziły na kopalnię. Żona Róża wzrokiem odprowadzała go do samej bramy. Patrzyła w stronę łaźni, kiedy kończył dniówkę. Pan Józef wiedział o tym i machał jej ręcznikiem, że wszystko w porządku.

Krzysztof Giza przyjechał z Zamojszczyzny, gdzie w starym domku mieszkał z matką i pięciorgiem rodzeństwa. Ojciec nie żył. Krzysztof, wychodząc z domu górnika na strajk, pocałował w policzek portierkę, panią Makarewicz i powiedział: - Gdybym zginął, odda pani mamie...

Zenon Zając pozostawił rodzinę we wsi Cegielsko w woj. poznańskim, także miał pięcioro rodzeństwa. Wkrótce miał się żenić. Mama często przyjeżdżała do niego do Katowic, a on ją wtedy zabierał na zakupy do "Skarbka". Gdy jechała po zwłoki syna, których nie chciano jej wydać, ksiądz na drogę im przyrzekł, że dzwony w kościele tak długo będą bić, póki nie wróci z trumną.

Ryszard Gzik mieszkał z rodziną w Katowicach. Jego córka, Agnieszka miała 11 lat. Żonie, Krystynie odebrano rentę po nim, gdy Agnieszka podjęła pracę, choć renta przyznana została dla dwu osób.

Bogusław Kopczak mieszkał w pobliżu kopalni. Kasia - jego córeczka - miała półtora roku. To ją podano gen. Jaruzelskiemu na ręce, gdy jako prezydent II RP stanął pod kop. "Wujek" w rocznicę wydarzeń.

Zbigniew Wilk ojciec dwójki małych dzieci - pięcioletniej Magdy i trzyletniego Marcina, który długo w każdym napotykanym na ulicy mężczyźnie rozpoznawał tatę.

Andrzej Pełka był z zawodu cieślą. Pochodził ze wsi Niedośpielin (Piotrków Trybunalski), gdzie miał dwóch młodszych braci. Mieszkał w domu górnika, tu zapamiętano go, że hodował cytrynę. W grudniu 1981 roku oddelegowany został do pracy poza kopalnią. 15 grudnia przyszedł po wypłatę i dołączył do strajku. Kula trafiła go w głowę. Gdy w szpitalu odzyskał przytomność, wyszeptał: "Mamo, ratuj". Zmarł dwie godziny później.

Joachim Gnida osierocił dwuletnią córkę. Żona z córką wkrótce wyjechały z kraju.

Jan Stawisiński miał dwie młodsze siostry, ojca po wypadku. Przyjechał na Śląsk z Koszalina po pracę i pieniądze.

Od czyich zginęli kul i dlaczego? Na te pytania wciąż nie znamy odpowiedzi. Nie udzielił ich również trwający od ponad 12 lat proces karny, toczący się przed katowickim Sądem Okręgowym. Nie ma dziś wątpliwości, że ówczesne władze bały się prawdy i celowo zacierały ślady.

Mirosław Ziała, sędzia Sądu Apelacyjnego w Katowicach:
W krytycznym czasie górnicy działali w specyficznej sytuacji motywacyjnej walcząc o poszanowanie godności człowieka i przeciwstawiając się zahamowaniu procesu demokratyzacji kraju, a więc nie dla własnego partykularnego interesu zawodowego, a w obronie szeroko pojętego interesu ogólnospołecznego.