|
 |
|
|
|
SOCK MONKEY. UNCLE GABBY; scen. i rys.: Tony Millionaire, kol.: Jim Campbell, Dark Horse Books, maj 2004, kolor, okł. twarda, 14,95 $
Każde zetknięcie ze światem Sock Monkey - wujkiem Gabbym, Panem Krukiem i lalką
Inches nastraja mnie refleksyjnie. W ostrych kontrastach spotykają się tu prawie
dziecinne uproszczenia i omalże filozoficzne aurea
dicta. Z drugiej strony, zawsze zastanawiam się, do kogo właściwie kierowany
jest komiks, którego bohaterowie to lalki (dość przerażający Inches) i szmacianki
(Gabby), a wygłaszane przez nich kwestie zupełnie nie przystają poziomem abstrakcji
do ich fizys?
Uncle Gabby, to pełna zadumy i refleksji opowieść o podróży sentymentalnej,
w którą tytułowa, pończoszana małpka. Pragnie powrócić do swych źródeł - domu
swej „matki” - twórczyni - Ann-Louise Rimperton. Po przybyciu do jej posiadłości
okazuje się jednak, że stary dom został opuszczony, a w ogrodzie stoi pamiątkowy
obelisk. Lecz wyprawa trwa dalej, unosząc bohaterów - Gabby'ego i towarzyszących
mu nieodłącznie Crowa i Inchesa w świat fantazji...
Sam wuj, to typ „dyplomowanego poety”, poszukującego własnego oryginalnego stylu,
a nawet, idąc dalej, zdefiniowania przez jego pryzmat sensu świata. Stylem tym
jest „od-zywanie” (un-naming) różnych rzeczy, aby dotrzeć do ich prawdziwej
tożsamości.
opowieść ta jest moim zdaniem dotychczas najlepszą w cyklu. Być może podobnie
uważa wydawca i dlatego nadał tek książce status szczególny przybierając ją po
raz pierwszy w twarde okładki oraz kolorową szatę graficzną.
Wyobrażam sobie, iż zamiarem Millionaire'a było tym razem jeszcze dobitniejsze
podkreślenie stawianego sobie celu - wykreowania historii na miarę takich klasyków
jak Mały książę czy Kubuś
Puchatek. Stworzenie opowieści, która „godziłaby” dorosłych i młodych czytelników.
Czy ten zamysł się powiódł? W pewnym sensie tak - zwłaszcza pod względem plastycznym,
gdzie udało się autorowi pogodzić kontrasty, o których wspominałem wcześniej.
Treść, zaś... Cóż, z pewnością bliższa jest czytelnikom amerykańskim, „przyzwyczajonym”
już dla tych specyficznych puent, które raczej pozostawiają więcej niedopowiedzeń,
niż wyjaśniają. Otwarte zakończenie, jakie w sumie mogłoby definitywnie zamknąć
cykl, to po prostu już standard.
To, co na pewno cieszy, to fakt, iż wbrew politycznej poprawności w świecie Sock
Monkey, świecie na poły magicznym znalazło się miejsce dla wymiaru czysto ludzkiego,
które właśnie we wspomnianym szerokim kontekście zyskują znaczenie bądź to dydaktyczne,
bądź profetyczne.
A więc może jednak Millionaire osiągnął swój cel?
ToN
|
|