| "NIE CHCIAŁEM, BY ROSIŃSKI
BYŁ BEZCZYNNY" - ROZMOWA Z ANDRÉ-PAUL DUCHÂTEAU
Przyjechał do Polski po raz pierwszy i
wyjeżdżał oczarowany. Podobnie było przy pierwszym spotkaniu
z polskimi rysownikami, którzy zawitali do Belgii przed laty.
Urodzony 8 maja 1925 roku w belgijskim
w Tournai, André-Paul Duchâteau, jest znany w naszym kraju prawie
wyłącznie, jako scenarzysta publikowanej w latach 1983-2000,
liczącej dwanaście tomów serii "Hans", której rysownikami
byli Grzegorz Rosiński i Zbigniew Kasprzak. Pierwsze wydanie
polskie ukazało się w "Świecie Młodych", by następnie,
w albumach, zadebiutować już jako "Yans".
Tymczasem dorobek Duchâteau jest znacznie
rozleglejszy, wręcz ogromny. Dość powiedzieć, że rozpoczął on
karierę literacką, mając zaledwie piętnaście lat! Wówczas to
ukazała się jego pierwsza powieść - kryminał. Potem były kolejne.
Sławę w świecie komiksu przyniósł mu
stworzony wspólnie z rysownikiem Tibetem, wydawany już od ponad
półwiecza, a liczący obecnie 76 tomów cykl detektywistyczny
Ric Hochet. Wspólnie z Tibetem stworzył także serię Chick Bill.
Specjalizując się w opowieściach realistycznych
i kryminalnych, współpracował m.in. z Mittéiem, Aidansem, Gérim,
Coseyem, MiTacqem czy Xavierem Musquerą.
Jego popularność umocnił otwarty w połowie
lat 80. siedmiotomowy cykl o przygodach młodego porucznika Royal
Navy -Bruce J. Hawker, ilustrowany przez Williama Vance'a. Pierwsze
dwa albumy tej serii ukazały się nawet w Polsce, nakładem wydawnictwa
Orbita w 1992 roku.
Od 1988 roku Duchâteau był dyrektorem
literackim w wydawnictwie Le Lombard i redaktorem naczelnym
magazynu "Tin Tin". Od 1989 roku objął też funkcję
osoby odpowiedzialnej za komiksową serię detektywistyczną w
wydawnictwie Lefrancq. W połowie lat dziewięćdziesiątych trafił
do telewizji, gdzie pracował jako scenarzysta filmowy.
André-Paul
Duchâteau (w środku) w towarzystwie redaktorów AQQ - Tomasza
Nowaka (po prawej) i Witolda Tkaczyka (po lewej)
Fot. Witold Tkaczyk archiwum
Z André-Paulem Duchâteau rozmawiają Tomasz
Nowak i Witold Tkaczyk
Tomasz Nowak: Chcielibyśmy
zapytać o współpracę w polskimi rysownikami - Rosińskim i Kasem,
o tworzenie serii Yans. Jak doszło do spotkania panów?
André-Paul Duchâteau:
Poznałem Rosińskiego, kiedy przyjechał do Belgii. Już wówczas
współtworzył z Van Hammem Thorgala, a ponadto rysował dla czasopisma
"Tin Tin", którego byłem redaktorem naczelnym. W produkcji
Thorgala pojawiła się przerwa, a ja chciałem, żeby Rosiński
pracował jak najwięcej, żeby nie był bezczynny. Wówczas właśnie
zrodził się pomysł serii Yans.
TN: No właśnie,
Yans. W Polsce pojawił się dylemat z tłumaczeniem tytułu.
Witold Tkaczyk:
Czy wie pan o perypetiach z tłumaczeniem i dlaczego zrezygnowano
z oryginału - Hans? O skojarzeniu z imieniem typowo niemieckim,
czego najwyraźniej obawiano się oraz o postaci Hansa Klossa?
APD: Nie,
nie słyszałem. Komiks powstawał dla publiczności frankojęzycznej,
gdzie takich konotacji nie ma.
WT: Dlaczego
doszło do zmiany rysownika serii?
APD: Przyszedł
taki moment, że znów ruszył Thorgal. Rosiński pracował bardzo
dużo, stworzył pięć albumów Yansa, ale musiał powrócić do swej
głównej serii. Wówczas zapytał mnie czy mógłby polecić swego
ucznia, którym był Zbigniew Kasprzak. On zaś okazał się człowiekiem
nastawionym niezwykle entuzjastycznie i jestem bardzo zadowolony
z tej współpracy. Łącznie, w cyklu, zrobiliśmy dwanaście albumów.
Niedługo ukaże się wznowienie całości serii w formie omnibusów
(fr. intégral) - po trzy pierwotne albumy w każdym tomie.
TN: Czy
to oznacza koniec cyklu? Omnibusy ukazują się zwykle, gdy seria
jest już zamknięta; stanowią swojego rodzaju podsumowanie.
APD: Można
powiedzieć, że seria została zawieszona na czas nieokreślony.
Ale to prawda, wydania zbiorowe wskazują raczej na to, że jest
ona już zamknięta i to jest podsumowanie. Osobiście nie narzekam
na brak zajęć. Cały czas ukazuje się chociażby cykl Ric Hochet.
André-Paul
Duchâteau
Fot. Witold Tkaczyk
WT: Po przyjeździe
do Belgii, Rosiński i Kas byli ludźmi z "innego świata"
- zza Żelaznej Kurtyny. Czy można powiedzieć, że współpraca
z nimi różniła się od pracy z autorami belgijskimi? Byli niewątpliwie
fachowcami, ale jednak o innym spojrzeniu. Czy zderzenie kultur
implikowało jakieś trudności?
APD: Jeśli
chodzi o poglądy czy ogólnie, podejście do życia, nie zauważyłem
wówczas żadnych różnic. Natomiast, kiedy Rosiński przyjechał
do Belgii natychmiast doceniono jego wielki talent. Wniósł powiew
świeżości sposobem rysowania. W Belgii królowała wówczas kreska
prosta, natomiast jego ilustracje, poparte szkicem i tworzoną
nim głębią, tchnęły nowego ducha. To był zupełnie inny sposób
rysowania, niosący w sobie coś mistycznego.
Poza tym znałem już wcześniej prace polskich artystów. Zawsze
interesowałem się science fiction, dlatego czytałem chociażby
książki Lema.
WT: Czy
w owym czasie zapraszano także twórców z innych krajów? Czy
na rynku zdominowanym przez Belgów i Francuzów był to jakiś
wyłom? Skoro mówi Pan o świeżości, wydaje się, że Polacy stanowili
jednak pewną nowość...
APD: Tak,
zdecydowanie. W wydawnictwie Le Lombard, gdzie przez piętnaście
lat byłem odpowiedzialny za dobór tytułów, pierwotnie ukazywały
się wyłącznie prace Belgów. Potem dołączyli do nich Francuzi,
następnie Rosiński i Kasprak, a dopiero później cała fala rysowników
hiszpańskich.
WT: Czy
zatem można powiedzieć, że styl rysowania Rosińskiego i Kasprzaka
miał wpływ na twórców belgijskich, czy też był to ewenement,
egzotyczna ciekawostka, funkcjonująca równolegle do głównego
nurtu twórczości?
APD: To
zależy jak na to spojrzeć. Ich styl na pewno nie wpłynął na
rysowników najstarszych. Owszem, pojawili się zwolennicy "polskiej
kreski", ale funkcjonowali już także rysownicy pragnący
szukać własnego stylu zupełnie na własną rękę, np. William Vance.
Oni wręcz odcinali się od ligne claire.
Nie powiedziałbym zatem, że Rosiński wywarł bezpośredni wpływ.
On wyprzedził czasy. Obecnie w Belgii modny jest styl rysowania
graficznego. Natomiast wówczas Rosiński był na tyle nowatorski,
w opozycji do prostej kreski, że miałem nawet pewne problemy
z wydawnictwem Lombard, gdzie trzeba było walczyć i forsować
ten jego specyficzny styl.
TN: Dziękujemy
my za rozmowę.
Zdjęcia wykonano podczas MFKiG 2009 w Łodzi |